Showing posts with label poetry. Show all posts
Showing posts with label poetry. Show all posts

Monday, August 2, 2010

Elegia o chłopcu polskim

Elegia o chłopcu polskim

Krzysztof Kamil Baczyński

      Oddzielili cię, syneczku, od snów, co jak motyl drżą,
      haftowali ci, syneczku, smutne oczy rudą krwią,
      malowali krajobrazy w żółte ściegi pożóg
      wyszywali wisielcami drzew płynące morze.

        Wyuczyli cię, syneczku, ziemi twej na pamięć,
        gdyś jej ścieżki powycinał żelaznymi łzami.
        Odchowali cię w ciemności, odkarmili bochnem trwóg,
        przemierzyłeś po omacku najwstydliwsze z ludzkich dróg.

      I wyszedłeś jasny synku, z czarną bronią w noc,
      i poczułeś, jak się jeży w dźwięku minut - zło.
      Zanim padłeś, jeszcze ziemię przeżegnałeś ręką.
      Czy to była kula, synku, czy to serce pękło?


      od Rafała

Wednesday, March 17, 2010

Kone...

Uzasna piesen... utekanie pred smrtou...


Wysocki Władimir




Konie narowiste



Wzdłuż urwiska, nad przepaścią, po samiutkim brzegu

konie swe nahajką smagam, popędzam!

Jakoś braknie mi powietrza: piję wiatr, połykam mgłę...

Czuję z w zgubnym uniesieniu, że już ginę, że już ginę!



Troszkę wolniej konie moje, troszkę wolniej!

Nie słuchajcie twardego bata.

Lecz dostały mi się konie narowiste zbyt...

I nie zdążę już żyć, i nie skończę już pieśni.



Ja swe konie napoję,

Zwrotkę śpiewać dokończę, -

jeszcze chwilkę na samym brzegu postoję...



Zginę, zamieć mnie jak pyłek zdmuchnie z dłoni,

i saniami galopem powloką mnie,

przejdźcie proszę w chód niespieszny, moje konie,

chociaż trochę mi przedłużcie tę ostatnią drogę!



Troszkę wolniej, konie moje, troszkę wolniej!

Nie władają wami bicz i bat

Lecz dostały mi się konie narowiste zbyt...

I nie zdążę już żyć, i nie skończę już pieśni.



Konie swoje napoję,

zwrotkę śpiewać dokończę, -

jeszcze chwilkę na samym brzegu postoję!



Zdążyliśmy: do Boga w gości nie ma spóźnień,

Lecz czemuż aniołowie śpiewają takimi złymi głosami!

A może to ja krzyczę koniom, żeby nie niosły tak szybko sań!



Troszkę wolniej, konie moje, troszkę wolniej!

Błagam, nie cwałujcie tak!

Lecz dostały mi się konie narowiste zbyt...

Skoro nie zdążę już dożyć, to może skończę choć pieśń.

Konie swoje napoję,

zwrotkę śpiewać dokończę, -

jeszcze chwilkę na samym brzegu postoję.



Podél srázu podél propasti
moji koně, koně vraní
tuhým bičem jako šílený
vás šlehám popoháním


Nějak vzduch mi v plicích schází
lokám mlhu s nocí temnou
opojení z vichřice mi
šeptá: Konec, konec se mnou!


Trochu zvolněte mi, koně
trochu zvolněte mi
vždyť ne bič to já velet mám
Jenže divoké mám koně
koně k nezkrocení
Sotva už dožiju, sotva už dozpívám.
Tak ještě je napojím
ještě pár slov připojím
ještě alespoň na chvíli na kraji postojím…


Bude po mně, jako pírko
uragán mě z dlaně smete.
Ranním sněhem povezou mě
smutní koně s černou hřívou.
No tak zastavte se, koně,
nebo aspoň přibrzděte,
aspoň prodlužte mi cestu
do příbytku posledního.


Trochu zvolněte mi koně,
trochu zvolněte mi!
Ne ten bič, to já velím vám.
Jenže divoké mám koně,
koně k nezkrocení.
Sotva už dožiju, sotva už dozpívám.
Tak ještě je napojím,
ještě pár slov připojím,
ještě aspoň chvíli na kraji postojím…


Stihneme to, k Bohu pozdě
na návštěvu nechodí se.
Tak proč zpívají mi kúry
andělské tak zlobnou píseň?
Nebo to mé vlastné saně
rolničkou mi odzvonily?
Nebo to já prosím koně,
aby tolik nepádily?

Trochu zvolněte mi koně,
trochu zvolněte mi!
Jen ne tryskem, já vás zaklínám!
Jenže divoké mám koně,
koně k nezkrocení.
Sotva už dožiju, sotva už dozpívám.
Tak ještě je napojím
ještě pár slov připojím
ještě alespoň na chvíli na kraji postojím…

Sunday, December 20, 2009

Koleda pre tých, ktorí nám budú chýbať

Táto koleda je pre všetkých, ktorým bude niekto pri štedrovečernom stole chýbať.
Pre Vlastičku,  pre mamku Szymka a vlastne pre nás všetkých.
Je o Lucke, ktorá rozdáva svetlo, aj keď ju nemôžeme vidieť, o Šimonkovi, ktorý si už so mnou nezahrá Carcassonne a ktorý bol mojim najlepším jedenásťročným súperom , o Terezke, ktorá sa stala anjelikom skôr, než sa stihla prvýkrát nadýchnuť. Je o mojej babke, je o tých, ktorých miesta pri stole sú prázdne...



A nadzieja znów wstąpi w nas
Nieobecnych pojawią się cienie
Uwierzymy kolejny raz
W jeszcze jedno Boże Narodzenie

A nádej znovu príde k nám
Neprítomných objavia sa tiene
Uveríme znovu
v ešte jedno Božie narodenie

I choć przygasł świąteczny gwar
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj
Wbrew tak zwanej ironii losu
A hoci pritíchlo sviatočné štebotanie
lebo chýba niečí hlas,
príď k nám a ostaň s nami,
aj napriek takzvanej irónii osudu.

Daj nam wiarę, że to ma sens
Że nie trzeba żałować przyjaciół 
Że gdziekolwiek są dobrze im jest
Bo są z nami choć w innej postaci
Daj nám vieru, že to má zmysel,
 že netreba ľutovať priateľov,
 že kdekoľvek sú, dobre im je,
 lebo sú s nami v inej podobe.

I przekonaj, że tak ma być
Że po glosach tych wciąż drży powietrze
Że odeszli po to by żyć
I tym razem będą żyć wiecznie

A presvedč, že tak to má byť,
že ich hlasmi sa ešte vždy chveje vzduch
že odišli, aby mohli žiť,
a tentokrát budú žiť večne.

Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat 
Żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole
Jeszcze raz pozwól cieszyć się dzieckiem w nas
I zapomnieć, że są puste miejsca przy stole 
Príď na svet, vyrovnať účty strát,
aby si prijal medzi nami prázdne miesto pri stole.
Ešte raz dovoľ tešiť sa dieťaťu v nás,
a zabudnúť, že sú prázdne miesta pri stole

Wednesday, November 18, 2009

Čo sa stalo s našou triedou?

Co się stało z naszą klasą
Pyta Adam w Tel-Avivie,
Ciężko sprostać takim czasom,
Ciężko w ogóle żyć uczciwie -
Co się stało z naszą klasą?
Wojtek w Szwecji, w porno klubie
Pisze - dobrze mi tu płacą
Za to, co i tak wszak lubię.

Kaśka z Piotrkiem są w Kanadzie,
Bo tam mają perspektywy,
Staszek w Stanach sobie radzi,
Paweł do Paryża przywykł,
Gośka z Przemkiem ledwie przędą,
W maju będzie trzeci bachor,
Próżno skarżą się urzędom,
Że też chcieli by na zachód,

Za to Magda jest w Madrycie
I wychodzi za Hiszpana,
Maciek w grudniu stracił życie,
Gdy chodzili po mieszkaniach,
Janusz, ten, co zawiść budził,
Że go każda fala niesie,
Jest chirurgiem, leczy ludzi,
Ale brat mu się powiesił,

Marek siedzi za odmowę,
Bo nie strzelał do Michała,
A ja piszę ich historię
I to już jest klasa cała.
Jeszcze Filip, fizyk w Moskwie -
Dziś nagrody różne zbiera,
Jeździ, kiedy chce do Polski,
Był przyjęty przez premiera.

Odnalazłem klasę całą -
Na wygnaniu, w kraju, w grobie,
Ale coś się pozmieniało,
Każdy sobie żywot skrobie -
Odnalazłem całą klasę
Wyrośniętą i dojrzałą,
Rozdrapałem młodość naszą,
Lecz za bardzo nie bolało...

Już nie chłopcy, lecz mężczyźni,
Już kobiety - nie dziewczyny.
Młodość szybko się zabliźni,
Nie ma w tym niczyjej winy;
Wszyscy są odpowiedzialni,
Wszyscy mają w życiu cele,
Wszyscy w miarę są - normalni,
Ale przecież - to niewiele...

Nie wiem sam, co mi się marzy,
Jaka z gwiazd nade mną świeci,
Gdy wśród tych - nieobcych - twarzy
Szukam ciągle twarzy - dzieci,
Czemu wciąż przez ramię zerkam,
Choć nie woła nikt - kolego!
Że ktoś ze mną zagra w berka,
Lub przynajmniej w chowanego...

Własne pędy, własne liście,
Zapuszczamy - każdy sobie
I korzenie oczywiście
Na wygnaniu, w kraju, w grobie,
W dół, na boki, wzwyż ku słońcu,
Na stracenie, w prawo - w lewo...
Kto pamięta, że to w końcu
Jedno i - to samo drzewo...



Čo sa stalo s našou triedou Pýta sa Adam v Tel Avive
Ťažko sa vyrovnať s takými časmi
Ťažko sa žije poctivo -
Wojtek v Švédsku, v pornoklube
Píše - dobre mi tu platia
Za to, čo mám aj tak rád.

Kaśka s Piotrkom sú v Kanade, Staszek si radí v Štátoch
Pawel si na Paríž zvykol
Gośka s Przemkom ledva viažu koniec s koncom
v máji bude tretí hladný krk
darmo sa sťažujú úradom,
že by tiež chceli na západ


Zato Magda je v Madride
a vydáva sa za Španiela,
Maciek v decembri prišiel o život,
keď chodili po bytoch,
Janusz, ten, čo budil závisť, že ho každá vlna nesie,
je chirurgom, lieči ľudí,
ale brat sa mu obesil.

Marek sedí za odmietnutie (rozkazu),
lebo nestrieľal na Michala A ja píšem ich príbehy
A to už je celá trieda.
Ešte Filip, fyzik v Moskve-
dnes zbiera rôzne ocenenia,
chodí, kedy chce do Poľska,
prijal ho aj premiér...

Našiel som celú triedu -
na vyhnanstve, v kraji, v hrobe,
ale niečo sa zmenilo, Každý si svoj život zbiera
Našiel som celú triedu
vyrastenú a dospelú
Rozškrabal som našu mladosť,
ale nebolelo príliš...

Už nie chlapci, ale muži
Už ženy - nie dievčatá
Mladosť sa rýchlo zajazví,
nikto nie je za to vinný,
všetci sú zodpovední,
všetci majú v živote ciele,
Všetci sú viac-menej normálni,
ale to predsa neznamená veľa...

Sám neviem, čo sa mi zdá,
Aká z hviezd nado mnou svieti,
Keď pomedzi tými - necudzími - tvárami
hľadám stále tváre detí,
Prečo sa stále obzerám cez plece, aj keď nikto nevolá - kamarát!
že niekto si so mnou zahrá berka (u nás naháňačka)
alebo aspoň schovávačku...

Vlastné výhonky, vlastné listy,
zapúšťame - každý svoje
A korene - samozrejme
na vyhnanstve, v kraji, v hrobe,
dole, na boky, hore k slnku,
na stratenie, vpravo, vľavo...
kto si pamätá, že to je aj tak
jeden a ten istý strom...
(preklad je len taký "neliterárny", aby ste mali
predstavu, o co ide)




Pred pár dňami sme mali stretko zo základnej po dvanástich rokoch. Nemohla som prísť. Za posledný týždeň som často počúvala túto pesničku od J. Kaczmarskeho a rozmýšľala som, čo sa stalo s našou triedou... Prežili sme spolu kopec času a potom sme sa rozleteli na všetky strany. Našťastie, nikto do hrobu. Ale na vyhnanstvo (veľmi sa mi páči ten výraz od Jarka, pretože cudzina znie tak neosobne a v slove vyhnanstvo je skrytý príbeh - niečo nás vyhnalo von - potreba zárobku, životný partner, túžby...) , do rôznych kútov nášho kraja...
Po stretnutí som dostala od kamarátky "zoznam" ľudí, ktorí boli na stretku a ku každému z nich vetičku, ktorá obsahovala jeho životný príbeh... ako v piesni :

Katka, bola v Anglicku, ale doma je doma,
Eva, starala sa o dve deti, aby manžel mohol zarobiť na vysnívaný dom
Katka zablúdila do Írska, ale nie sama
Peťo a Zuzka sú tiež preč
Mirka, ktorá ma vždy ťahala dopredu, odišla, prišla, vyštudovala a našla zmysel života v rodine
Karol, vždy ho fascinovala uniforma, tak v nej zostal
Martin , desať rokov s priateľkou, darí sa mu, podniká
Jaro, o ktorom sme vždy pochybovali, či z neho niečo bude sa ukázal ako vynikajúci šofér
Paľo pritiahla Kórea, televízia a rádio
Števo sa dal na exotické jazyky a v armáde sa mu darí
Katka je šastná matka
aj druhý Števo sa zatúlal k armáde
Paľo a Peťo robia fasády, podnikajú
Hanka - na mužov šťastie nemá, dve deti, dvaja otcovia, snáď do tretice...
Peťo, čo stále chodil do školy 5 minút po zvonení, ostal pri futbale
Zuzka učí deti, akými sme boli aj my, v tých istých triedach, v ktorých sme sadávali
spolužiaci - teraz už mamy, otcovia, šéfovia a podriadení, samostatní, veľkí, viac makeupu, menej vlasov, vrásky pribudli, úsmevy ostali... čo sa stalo s našou triedou? Neopísala som všetkých. Bol by to veľmi dlhý článok.... Stretneme sa o tri roky...

Friday, June 12, 2009

Staré, ale stále veľmi aktuálne

Táto pieseň od Karla Kryla je už dosť stará. Ale vždy, keď ju počujem, pripomína mi, že sú veci, ktoré sa nemenia... Už tisícročia...

Prosím, nehažte kamení, nehažte kamení na mou tvář,
nosím ďáblovo znamení, na čemž nic nemění svatozář,
a proto prosím, nechte těch ohledů, nechte těch ohledů bezcenných,
děsím se vašich pohledů přes hlavy sousedů upřených.
Za chvíli rozsudek hlasitě přednesou,
a potom poběží pro sako z pruhů,
prý pro můj posudek více mě nesnesou,
a naší mládeži půjde to k duhu.
Spěchám, nechte těch proslovů, nechte těch proslovů o scestí,
nechám na cestě k domovu rezavou podkovu pro štěstí,
pro štěstí, pro štěstí, pro štěstí ...

Sunday, June 7, 2009

někdo už odněkud donesl hrst černých sazí, aby se ta čistá Pravda tak nelišila


sme slepí, tak teda poďme ukameňovať všetkých, ktorí vidia

J. Nohavica / V. Vysockij: Pravda a lež

Šla Pravda světem a na chudý duchem se smála,
pro blahoslavený navlíkla honosný šat,
v zákoutí špinavým drzá Lež ve stínu stála,
ta Pravdu pozvala k sobě přenocovat,
a Pravda znavená usnula, jen co si sedla,
ze sna se culila, naivka důvěřivá,
jen oči zavřela, už se Lež z postele zvedla
a začla si pokradmu zkoušet ten její háv.
S Pravdou mně můžete leda tak políbit záda,
ženská je ženská, tak jakýpak cavyky s ní,
kdopak tu rozpozná, která je Lež, která Pravda,
až budou obě dvě donaha vysvlečený,
na její blůzku si její brož fešácky připla,
pod paži stříkla si její dezodorem,
peníze, hodinky, doklady, všechno jí štípla,
odplivla, odporně zaklela, vypadla ven.
K ránu až zjistila Pravda, co všechno jí schází,
před zrcadlem se pak notně podivila:
někdo už odněkud donesl hrst černých sazí,
aby se ta čistá Pravda tak nelišila,
Pravda se smála, že na ni kameny házejí:
„Vždyď Lež je to všechno a Lež taky mý šaty má,“
blahoslavení s ní protokol sepsali rázem,
byla to rozmluva dost málo přívětivá.
Ona vyfásla pokutu a ještě mohla bejt ráda,
ostatně cizí šmouhy přišili jí,
nějaká mrcha tu tvrdí, že je prej Pravda
a zatím se potlouká nahá a po škarpách spí,
Ubohá Pravda se brání a přiznat se nechce,
to máš, holka, marný, jak chceš se dušuj a křič.
Leckterý hlupák se dodneška za pravdu hádá,
Pravdy se ovšem v těch řečičkách nedobereš.


Sunday, December 14, 2008

Dotklo sa mojho srdca III

Husle
(Bohdanovi Warchalovi)

Tak asi zunia anjelom ich krídla.

A je v tom zvuku všetko.
Život, smrť,
súcit i krutosť,
sekera i zvony.

Ale že idú stamodiaľ,
kde duch má svoje sídla -
tak nehou plakať vedia iba ony.

Mal rád ich mäkký hlas.
Navždy a náruživo.
Bol jeho mesiáš
a darúval mu život.

Všetko raz zanemie.
No sladká bolesť huslí
aj v puzdre stále znie.

Ako znie more v mušli.

(Milan Rúfus)

K tomu veľa dodávať netreba. Snáď len to, že poslaním každého hudobníka je robiť všetko, aby po jeho smrti boli tieto slová "tie pravé". niektoré veci nevysvetlíte. Napríklad, prečo to robíte, aj keď vám za to nik neplatí. Nedá sa to vysvetliť, nie v tomto svete. Dá sa to len cítiť, vedieť, že tá cesta je správna... Že tým nezmeníte svet, ale môžete zmeniť pohľad na neho. Že máte tú moc. Nie moc rozkazovať iným, riadiť ich, (ako si ľudia zvyčajne myslia o dirigentoch), ale moc priblížiť aspoň na chvíľu nebo, zatrieť problémy, spojiť úplne odlišných ľudí, odkryť túžby, vytiahnuť sny, vyformovať zo zvukov a hlasov hudbu... Vidieť (niekedy cítiť) slzy v očiach poslucháčov. A úsmevy. Zvláštne, nie? keď koncert skončí, nastane ticho nabité emóciami. A hudba uletí... ale ten pocit ostane. V niektorých navždy. A preto to robím... aj keď neplatia. Lebo niektoré veci sú na nezaplatenie.

Thursday, September 18, 2008

Dotklo sa mojho srdca II

Zajedno s nimi, menší bratia zvierat.
Vedia ešte, čo my už nevieme.

Len priezračnú a čistú vodu pijú.
Smeť odfúknu a vyvrhnú špinu.
Hlavičky na tráve
a zväčša ležiac pritom,
jak nemocného počúvajú svet.

Čo povie im, to nikdy nevyzradia.
Nosia to pod košieľkou ako jablká
zo susedovho stromu.

Po troche začnú smutnieť.
Tušia deň, keď z každého z nich
odchádza malý princ na koni
a odnáša si žezlo i jablko

To už je vlastne koniec.
Čo potom príde, už sa opakuje,
na ľudskú mieru od počiatku dané.
T o postavenie mimo hry.
A únava.
A úzkosť...

Milan Rúfus 1965


Slová
F.Halasovi

Len schody chrámové.
Len schody chrámové sú slová.

Ty moja lotéria, môj hazard každodenný.
Hlbina materčiny vždy záludná, ty, ktorá
sa opäť zatvoríš po každom rozhrnutí,

len chody chrámové,
len schody chrámové sú slová.

Vysoko nad nimi je mlčanie.
Na jeho prahu, básnik, pravda sedí.
(Peniažkom slzy do jej misky snáď
zazvoním občas, čo som nevyslovil.)

Ach, slovo, uzlík pod hlavou.
Videl som básnikov nad strašnou hĺbkou ticha.
Po krehkom moste slov šli s básňou do veľkosti.
Vzlykajúc obavou.


Ľudstvo

Blýska sa ticho, tlmene.
A vtáka nečuť z polí.
Obilie placho zvlnené
tak pred dozretím bolí.

Mäkkosti klasu ohmatáva
dnes tichá prísnosť zo zeme
a dlho žne stroja.
Až dozrieme, až dozrieme...

Ale ty, báseň, neodpúšťaj.
Buď spravodlivosť tvoja.



Pamätníček

Maľovala si pamätníček
a dala mi ho ako dar.

Ošetrujem ten jarný klíček,
nehodný jeho hospodár.

Čože sú pred ním moje vrásky?
Jazdec, čo kríva za koňom.

Uznala si ma hodným lásky.
A tak si pre mňa zákonom.

Wednesday, September 17, 2008

Jan Skácel

Jan Skácel - Čtyřverší

A vlastně ať je navždy po Tvém
A navěky je vůle Tvá
A život je když něco zbylo
A smrt když nic už nezbývá
_________
je slyšet vůni stůně růže
a vítr usnul znaven v seně
měsíček jako malé slůne
po nebi chodí obráceně
II


ta němá slova vypůjčím si od ryb
budu je řikat vroucne pod vodou
a ani trochu nebude mi lito
jestli se utopí a na břeh nedojdou.
LVI


Okolo kulatého stolu
v dome kde nikdo nebydlí
do smrti budou sedět spolu
bez oken slov a bez židlí
XVI


Lidé se berou pro ticho
které je slyšet jenom ve dvou
jinak to ticho neunesuj
inak je ticho přemůže
XVIII



jesme znovu němí
otlučená kolébka řeči nemá dno
a kdo se nyní dotkne ticha
rozkolébá je naprázdno
XXXV


podivná zima přesně o půlnoci
se rozezpívá kos jak zrnka kmínu
sype se zpěv a neustává
trvá jak saze u komínu
XXXIX

Thursday, September 11, 2008

Co sa dotklo mojej duse

... nie su to moje basne, ale oslovili ma...

Jan Skácel: Přísloví

Tak jsem se nad světem trápil,
až jsem si začal vymýšlet přísloví.

Jsou dlouhé pravdy a jsou pravdy krátké.

A nepřijde-li trest hned vzápětí,
musíš si vinu odžít životem.

A nikdo neodčiní čin.

A nikdo nedokáže složit písničku
pro slepé děvčátko a ptáka bez křídel.


Hovorím, čo som hovoril,
a sám viac neviem o tom.
Ktosi mi dvere otvoril
objať sa so životom.
Ktosi mi slová posiela.
A práve také slová
- košieľku z ramien anjela,
čo letel do domova.
Hovorím to, čo hovorím,
a konám to, čo musím.
A časy tiahnu pohorím.
A drobným krôčkom husím
potichu šliapu moje dni
po darovanej hrude.
Ktorý z nich bude posledný,
neviem,
len viem, že bude...........
(Milan Rúfus)


smrť
A tak jsem vděčnej za tu šanci,
že přijde po životě ráj,
kde ti suchou deku daj.
A snad tam budou pěkný stromy
a čistý záchody – to mám rád.
A když nic není, tak co to změní?
Já se obávám že nic.
Všechno má svůj rub i líc.
Ale tu šanci,
tu si prostě nedám vzít.